18.02.2011

Odessa...za zimno by szukac Adama

...tak bunt na pokładzie jak to powiedział Remik,ja wyjezdzac z Odessy nie chce a on jak na złość ciągnie mnie do tej Prisztiny czy Kisztiny:)o nie!:)...,latem musi być tu cudnie ,na pewno tu wrócimy,Odessa jest cala porośnięta wielkimi starymi drzewami,które latem muszą dawać  niesamowitym schronieniem przed upalem,pelno tu studentów z Francji,Indii...wiec jest bardzo kosmoplitycznie jesli chodzi o gromadkę w hostelu:)fajnie, szkoda tylko a moze i nie ze Polaków tu nie ma...
Schody w Odessie zaliczone ...drink o urokliwej nazwie Clouds zaliczony:)to akurat będzie mojá stalá tradycja w pub u Kapitana Morgana:)a zresztą to mój pierwszy extreme shot w życiu, pity przy dzwieku dzwonu z pokładu statku kapitana  ,podpalany ...panowie barmani byli lekko zaskoczeni bo najpierw zamowilam sobie herbatkę z rumem a potem tak niespodziewane ...ale co ja tu o drinkach bede pisala.

Jedyny Adam jakiego znalazłam tu na tej Odeskiej ziemi to Adam z Australii, kochana Gosiu obiecuję jak wrócę tu latem to znajdę naszego Adasia od Bakczysaraju.Obiecuje.


















Na targu....troszkę przypomina mi to podlaskie klimaty:)













Brak komentarzy:

Prześlij komentarz