23.02.2012
21.02.2012
Z Singapurem zawsze jest tak samo ,za każdym razem mamy na "niego" za mało czasu.
Piękny ,nowoczesny ząkatek świata z najlepszymi butikami ,najlepszym metrem jakie widziałam i największa iloscia ludzi gapiących się w ekrany iPhone,tabletów ,laptopów ,telefonów i innych dobroci dwudziestego pierwszego wieku.
Dlatego choc miło i przyjemnie przebywa się w takich "warunkach'to jednak to nie jest to po co wyjeżdżamy...jedziemy dalej .
Zdjęcia z Singapuru sa nudne ,wręcz zastanawiałam się czy wrzucać je na bloga no ale w końcu to maja być zapiski z podróży.
p.s zageszczenie torebek Louis Vuittona na m2 w Singapurze przewyższa wyobrażenie zwykłej Europejki::)
Piękny ,nowoczesny ząkatek świata z najlepszymi butikami ,najlepszym metrem jakie widziałam i największa iloscia ludzi gapiących się w ekrany iPhone,tabletów ,laptopów ,telefonów i innych dobroci dwudziestego pierwszego wieku.
Dlatego choc miło i przyjemnie przebywa się w takich "warunkach'to jednak to nie jest to po co wyjeżdżamy...jedziemy dalej .
Zdjęcia z Singapuru sa nudne ,wręcz zastanawiałam się czy wrzucać je na bloga no ale w końcu to maja być zapiski z podróży.
p.s zageszczenie torebek Louis Vuittona na m2 w Singapurze przewyższa wyobrażenie zwykłej Europejki::)
20.02.2012
dziś w poniedziałek ,wieczorkiem...otwieram butelkę wina i folder ze zdjęciami
"no i wrzuć jakieś zdjęcia na bloga"-mówi do mnie
a ja całą niedzielę przespałam
a ja całą niedzielę przespałam
10.02.2012
Kambodza
...od kilku godzin jesteśmy już w drodze powrotnej do domu,ciężko zebrać myśli...ostatnie 3 dni spędziliśmy na praktycznie bezludnej wysepce w Kambodży.Jutro autobus do stolicy Phnom Penh(chyba tak to się pisze) i stamtąd samolot do Kuala Lumpur...ciężko zebrać myśli ,godzina w kafejce kosztuje dolara wiec tak sobie posiedzę nad ta klawiatura ...:)
Kambodża welcome to parafrazująca piosenkę naszego Wodeckiego.
Troszkę tak się czułam będąc w tym kraju bo turystow tu za trzęsienie,Francuzów z małymi dziećmi,kobiet w ciąży, Amerykańców i Rosjan.
Kiedy tak sie jedzie autobusem 11-ta godzinę w autobusie ,który miał być 6 godzin temu na miejscu przychodzą rożne porównania na język...w Kambodży sa "autostrady"w niektórych miejscach ale ogólnie wygląda to tak ze jedzie się autobusem i buja jak na statku na środku morza takie maja drogi,to znaczy dróg jako takich brak...w miejscach turystycznych takich jak Siem Rap większość mówi po angielsku ale tak jest taka masówka ze naprawde można oszaleć ,Kambodżańskie tradycyjne występy tańczących kobiet mieszają się z Poker Face Lady Gagi puszczanej w pubie z naprzeciwko,głośno.gwarnie i oczywisce-" hello mister you want tuk tuk"...znaleźliśmy nawet koszulki z napisami "dont want tuk tuk today and tommorow":)możne ktoś lubi takie klimaty no ja na pewno się do nich nie zaliczam...
nie będę więcej smęcić ,reszta po powrocie zdjęcia i więcej pooczyszczanych myśli:)
Kambodża welcome to parafrazująca piosenkę naszego Wodeckiego.
Troszkę tak się czułam będąc w tym kraju bo turystow tu za trzęsienie,Francuzów z małymi dziećmi,kobiet w ciąży, Amerykańców i Rosjan.
Kiedy tak sie jedzie autobusem 11-ta godzinę w autobusie ,który miał być 6 godzin temu na miejscu przychodzą rożne porównania na język...w Kambodży sa "autostrady"w niektórych miejscach ale ogólnie wygląda to tak ze jedzie się autobusem i buja jak na statku na środku morza takie maja drogi,to znaczy dróg jako takich brak...w miejscach turystycznych takich jak Siem Rap większość mówi po angielsku ale tak jest taka masówka ze naprawde można oszaleć ,Kambodżańskie tradycyjne występy tańczących kobiet mieszają się z Poker Face Lady Gagi puszczanej w pubie z naprzeciwko,głośno.gwarnie i oczywisce-" hello mister you want tuk tuk"...znaleźliśmy nawet koszulki z napisami "dont want tuk tuk today and tommorow":)możne ktoś lubi takie klimaty no ja na pewno się do nich nie zaliczam...
nie będę więcej smęcić ,reszta po powrocie zdjęcia i więcej pooczyszczanych myśli:)
3.02.2012
saturday night in Bangkok
....dojechaliśmy,jechalsmy cala noc z Ranong .O godzinie 8 rano miałam ochotę tylko na spanie ale teraz o dziesiątej mam wiejcej siły i chyba weźmiemy tylko prysznic i biegniemy na miasto....ilu tu pijanych i naćpanych turystów można spotkać o 6 rano ...szok. powiedziała bym ze nawet czuje się nie swojo widząc białasów w takim stanie ale zresztą nie będę się o tym rozpisywać bo szkoda mi Bahtow:)
.Zajechalismy ,wynajęliśmy hotel ,kupiłam kartki ,list do Gosi napisałam wiec chyba przedpołudnie upłynęło mi dosyć pracowicie... trzeba się obkupić w tutejszych aptekach w najpotrzebniejsze leki:)żeby nie biegać po recepty w Polsce.Tu można wszystko dostać bez recepty ceny za leki sa bardzo podobne ale jeśli przeliczyć wizytę u lekarza i czas ,który trzeba poświecić na to wszystko w naszej kochanej służbie zdrowia to i tak się opłaca:)Tak wiec moja noc w Bangkoku dopiero się zaczyna ...
.Zajechalismy ,wynajęliśmy hotel ,kupiłam kartki ,list do Gosi napisałam wiec chyba przedpołudnie upłynęło mi dosyć pracowicie... trzeba się obkupić w tutejszych aptekach w najpotrzebniejsze leki:)żeby nie biegać po recepty w Polsce.Tu można wszystko dostać bez recepty ceny za leki sa bardzo podobne ale jeśli przeliczyć wizytę u lekarza i czas ,który trzeba poświecić na to wszystko w naszej kochanej służbie zdrowia to i tak się opłaca:)Tak wiec moja noc w Bangkoku dopiero się zaczyna ...
2.02.2012
Jutro Bangkok dziś jeszcze Ranong
..właśnie przyszedł pan do kafejki powiedzieć nam ze wszystkie miejsca w nocnym autobusie do Bangkoku są zajęte..kiszka trzeba będzie wymyślić coś innego.Dzis jeszcze idziemy na drinka i pozna kolacje a jutro rano znowu cala szkoła maluchów obudzi nas na pierwszej przerwie .
Dzis rano mieliśmy pobudkę dzieci miały lekcje muzyki w szkole a tu uwierzcie mi jak śpiewają to cale szkoły...jak ja to uwielbiam.
to co do poczytania:)z Bangkoku
Dzis rano mieliśmy pobudkę dzieci miały lekcje muzyki w szkole a tu uwierzcie mi jak śpiewają to cale szkoły...jak ja to uwielbiam.
to co do poczytania:)z Bangkoku
Kawthoung -Birma
Ludzie są bardzo mili ,wszyscy się do ciebie uśmiechają i są troszkę onieśmieleni szczególnie dzieci i kobiety...dzieci maja wypackane buzie takim specjalnym kremem przeciwsłoneczny ,który sobie zakupiłam jak souvenir:)na początku wydawało mi się ze te mazie na twarzy coś oznaczają jaka przynależność ale to po prostu ochrona przed słońce.
Pochodziliśmy po mieście i chcąc wracać tego samego dnia do Tajlandii musieliśmy pojawić się w burze Imigration przed 3.00 bo potem zamykaj i będziemy musieli zostać tu na noc...nie byłoby w tym możne nic złego ale naprawdę w tym malutkim miasteczku nie ma zupełnie co robić .Jest jeden Hotel ,który zwie się Honey Bear (hotel Miodzio):) ale to cholerstwo zapewne rządowe a my nie do końca mamy ochotę wspierać finansowo birmański rzad choćby miałaby być to tylko kwota noclegu...dlatego zjawiliśmy się po pieczątkę wyjazdowa przez 15-ta i pojechaliśmy powrotem na Ranong.
Remik jak czasami wypije sobie piwo to wpada w taki dziwny szal zakupowy i to go właśnie dopadło w Birmie....:)chciał kupić sobie jakąś ogromna drewniana dynie na nogach-widelcach,może to i rękodzieło ale cholerstwo wielkie jak moja głowa:) i takie brzydkie ze...on czasami tak ma ,pamiętam jak na Bali koniecznie musiał sobie kupić dwie spółkujące świnki,do tego otwieracze do butelek w kształcie fallusa w rzeczywistych rozmiarach (uwierzcie mi ze panowie pogranicznicy niemieccy mieli niezły ubaw)
Z Moldawii przywiózł mi dzban z dwoma kielichami na szczęście oddaliśmy go komuś w prezencie a teraz ta dynia....:)po moich błaganiach kupił sobie koszulkę ale coś tak czuje ze z ta dynia się jeszcze zobaczę.:)
Pochodziliśmy po mieście i chcąc wracać tego samego dnia do Tajlandii musieliśmy pojawić się w burze Imigration przed 3.00 bo potem zamykaj i będziemy musieli zostać tu na noc...nie byłoby w tym możne nic złego ale naprawdę w tym malutkim miasteczku nie ma zupełnie co robić .Jest jeden Hotel ,który zwie się Honey Bear (hotel Miodzio):) ale to cholerstwo zapewne rządowe a my nie do końca mamy ochotę wspierać finansowo birmański rzad choćby miałaby być to tylko kwota noclegu...dlatego zjawiliśmy się po pieczątkę wyjazdowa przez 15-ta i pojechaliśmy powrotem na Ranong.
Remik jak czasami wypije sobie piwo to wpada w taki dziwny szal zakupowy i to go właśnie dopadło w Birmie....:)chciał kupić sobie jakąś ogromna drewniana dynie na nogach-widelcach,może to i rękodzieło ale cholerstwo wielkie jak moja głowa:) i takie brzydkie ze...on czasami tak ma ,pamiętam jak na Bali koniecznie musiał sobie kupić dwie spółkujące świnki,do tego otwieracze do butelek w kształcie fallusa w rzeczywistych rozmiarach (uwierzcie mi ze panowie pogranicznicy niemieccy mieli niezły ubaw)
Z Moldawii przywiózł mi dzban z dwoma kielichami na szczęście oddaliśmy go komuś w prezencie a teraz ta dynia....:)po moich błaganiach kupił sobie koszulkę ale coś tak czuje ze z ta dynia się jeszcze zobaczę.:)
Ranonog-Tajlandia
Pociągiem do Hati Yai dojechaliśmy w 12 godzin...uwielbiam podróżować Malezyjskimi kolejami...jak wyglądają pociągi malezyjskie? bardzo schludnie ,jest jeden przedział-wagon wdluz ,którego ciągną się łózka .każde ma zasłonkę za którą można się schować...malutkie okienko,lampka no prawi jak w domu:).
Śmieje sie ale naprawdę Polskie koleje nie umywaj się do malezyjskich ...
także po 12 godzinach dojechaliśmy do tranzytowego miasteczka Hati Yai i na piechotką zasuwaliśmy na następny bus station żeby złapać autobus do Ranongu.-udało eis.
Lonly Planet pisze o 6 godzinach jazdy ale to jak zwykle mija sie z prawda bo zajechaliśmy na 20.30 czyli jechaliśmy ponad 8 godzin...autostrady faktycznie maja w Tajlandi ale jak zboczy sie troszkę z kursu i w grę zaczyna wchodzić rozwożenie po okolicznych wioskach t zwanych tubylców to zaczyna się z tego robić 8 godzin a jak widać przewodnik Lonly Planet tego nie uwzględnia:( Usiedliśmy na końcu autobusu za nami siedzieli już tylko buddyjscy mnisi bo oni zawsze maja zarezerwowane miejsca.Siedzę w tej kafejce i co mnie strasznie gryzie w nogi bo oczywisce w butach nie można wejść...rany Julek:)na czym to ja....Ranong to bardzo przyjemne miasto z ,którego łatwo się dostać do Birmy.
Jak sie okazuje MOŻLIWE jest dostanie się do tego państwa droga lądową...dostaje się wizę pass i można wiechac na 15 dni do najbliższego miasta ale warunek jest taki ze nie można wyjachac dalej niz 5 km za obręb miasta.Oczywiście skorzystaliśmy z tej możliwości i pojechaliśmy na jedne dzień do Birmy,lodka za 500 bahtow w jedna stronę..
Śmieje sie ale naprawdę Polskie koleje nie umywaj się do malezyjskich ...
także po 12 godzinach dojechaliśmy do tranzytowego miasteczka Hati Yai i na piechotką zasuwaliśmy na następny bus station żeby złapać autobus do Ranongu.-udało eis.
Lonly Planet pisze o 6 godzinach jazdy ale to jak zwykle mija sie z prawda bo zajechaliśmy na 20.30 czyli jechaliśmy ponad 8 godzin...autostrady faktycznie maja w Tajlandi ale jak zboczy sie troszkę z kursu i w grę zaczyna wchodzić rozwożenie po okolicznych wioskach t zwanych tubylców to zaczyna się z tego robić 8 godzin a jak widać przewodnik Lonly Planet tego nie uwzględnia:( Usiedliśmy na końcu autobusu za nami siedzieli już tylko buddyjscy mnisi bo oni zawsze maja zarezerwowane miejsca.Siedzę w tej kafejce i co mnie strasznie gryzie w nogi bo oczywisce w butach nie można wejść...rany Julek:)na czym to ja....Ranong to bardzo przyjemne miasto z ,którego łatwo się dostać do Birmy.
Jak sie okazuje MOŻLIWE jest dostanie się do tego państwa droga lądową...dostaje się wizę pass i można wiechac na 15 dni do najbliższego miasta ale warunek jest taki ze nie można wyjachac dalej niz 5 km za obręb miasta.Oczywiście skorzystaliśmy z tej możliwości i pojechaliśmy na jedne dzień do Birmy,lodka za 500 bahtow w jedna stronę..
30.01.2012
Batu Caves
...dawno po tylu schodach nie wchodziłam.Ta ogromna jaskinia jest miejscem pielgrzymek setek tysięcy Malezyjczyków,urokliwe miejsce bo po ścianach kicają dziesiątki małpek ,które zaczepiane przez turystów PRAWIE się oswoiły:)wcinają oprócz bananów i kokosów lizaki:)nie wiem co robią w jaskiniach i na takiej wyskoosci kogut piejące niemiłosiernie ale te ptaszki:) tez tam można spotkać..podniosłości tego miejsca nie czuje się możne dlatego ,ze więcej tam turystów niż pielgrzymów i niestety nie tylko my to zauważyliśmy.Miejscowi korzystaj z tego jak mogą i pełno wokoło jest "straganów" jak na Krupówkach w Zakopanym..samo wejście do jaskinie jest bezpłatne w koncu to miejsce pielgrzymek duchowych.
Fotek napstrykałam ale to nie do końca to po co tu przyechalam....czekam z niecierpliwością na Kambodżę i ten jedne dzień w Birmie ,na pływające wioski i prawdziwy tropikalny raj..często jest tak ze to właśnie ci biedniejsi ludzie mieszkaj w najpiękniejszych zakątkach na świecie.Nie mowie tu o kurortach i strzeżonych plażach ale o tym ze wyjcie po za te nierealne granice hotelowych instrukcjo obsługi gości z Europy natykasz się na prawdziwych ludzi i niespotkane miejsca.
Naprawdę niespotykane.
Fotek napstrykałam ale to nie do końca to po co tu przyechalam....czekam z niecierpliwością na Kambodżę i ten jedne dzień w Birmie ,na pływające wioski i prawdziwy tropikalny raj..często jest tak ze to właśnie ci biedniejsi ludzie mieszkaj w najpiękniejszych zakątkach na świecie.Nie mowie tu o kurortach i strzeżonych plażach ale o tym ze wyjcie po za te nierealne granice hotelowych instrukcjo obsługi gości z Europy natykasz się na prawdziwych ludzi i niespotkane miejsca.
Naprawdę niespotykane.
...w domu podobno zimno
...4 dni w podróży,jesteśmy w Kuala Lumpur 30 stopni ,lekki tropikalny deszczy,to miasto znamy już jak własną kieszeń:)ale ciagle jest tyle do zobaczenia w stolicy Malezji,Batu Caves,Central Market w Chine Town.
W nocy jedziemy pociągiem do Hati Yai miasta na granicy Malezji i Tajlandii no wreszcie będziemy w bardziej nieznanym...Remik miał już przyjemność wykapania sie w Singapurskim kurortach oceanu indyjskiego...takie byle co bo woda brudna i pełno ludzi na plażach ja się nies kusiłam ale jeszcze wszystko przede mną.Mam nadzieje namówić Remik by skoczyć na jeden dzień na plażę z filmu Tajemnicza Wyspa:)no zobaczymy
W nocy jedziemy pociągiem do Hati Yai miasta na granicy Malezji i Tajlandii no wreszcie będziemy w bardziej nieznanym...Remik miał już przyjemność wykapania sie w Singapurskim kurortach oceanu indyjskiego...takie byle co bo woda brudna i pełno ludzi na plażach ja się nies kusiłam ale jeszcze wszystko przede mną.Mam nadzieje namówić Remik by skoczyć na jeden dzień na plażę z filmu Tajemnicza Wyspa:)no zobaczymy
20.01.2012
Sometimes I take my "master" key, which opens every door in the hotel and....
..and a take a picture of the empty room .It is amazing how many different ways can look a used bed in a hotel room ...
Czasami biorę swojego "mastera",który otwiera przede mną każde drzwi w hotelu i robię zdjecie pustego pokoju,łóżka .To ciekawe jak różnie potrafi wyglądać łóżko w pokoju hotelowy ...
Czasami biorę swojego "mastera",który otwiera przede mną każde drzwi w hotelu i robię zdjecie pustego pokoju,łóżka .To ciekawe jak różnie potrafi wyglądać łóżko w pokoju hotelowy ...
Reality Bites
Znowu zaczyna sypać (kto?) białym puchem.
Zmienia się rzeczywistość w której twkiłam przez ostanie kilka lat,odksztalca się...sama myśl o tych zmianach powoduje to dziwne/cudowne uczucie w żołądku...
Wyjeżdzamy pod koniec miesiąca,kierunek wyjazdu tak naprawdę do dziś jest nie do końca sprecyzowany...miały być Stany ,albo Rosja a wyszła Azja....na razie jedno jest pewne mamy 2 bilety na 31.01 do Singapuru a potem się zobaczy...:)
Change... this thought,this word makes me weird / wonderful feeling in my stomach ...
We leave at the end of the month, the direction of travel really is still not fully clarified .... for now one thing is certain we have two tickets to Singapore at 31.01 and then we'll see .. :).
Zmienia się rzeczywistość w której twkiłam przez ostanie kilka lat,odksztalca się...sama myśl o tych zmianach powoduje to dziwne/cudowne uczucie w żołądku...
Wyjeżdzamy pod koniec miesiąca,kierunek wyjazdu tak naprawdę do dziś jest nie do końca sprecyzowany...miały być Stany ,albo Rosja a wyszła Azja....na razie jedno jest pewne mamy 2 bilety na 31.01 do Singapuru a potem się zobaczy...:)
Change... this thought,this word makes me weird / wonderful feeling in my stomach ...
We leave at the end of the month, the direction of travel really is still not fully clarified .... for now one thing is certain we have two tickets to Singapore at 31.01 and then we'll see .. :).
Subskrybuj:
Posty (Atom)