Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ekwador. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ekwador. Pokaż wszystkie posty

28.03.2010

Noc na lotnisku udało się nam przetrwać dzięki nieoczekiwanemu spotkaniu...o 2 w nocy dwie dziewczyny,Polki przyleciały samolotem z Peru i tak w towarzystwie rodaczek i kilku tutejszych osób przekoczowaliśmy noc w Caracas.


Z samego rana ,dosłownie kilka minut po wschodzie słońca ,kiedy tylko zaczęło się robić widno wsiedliśmy do taksówki i przez jakieś 20 kilometrów mogliśmy podziwiać to miasto.O tej porze dnia wcale nie sprawiało wrażenia niebezpiecznego wręcz przeciwnie spokój na ulicach ,wolna droga,gdzieniegdzie jakiś motocyklista na pierdzącym motorku mknie szeroka ,pustą droga...zasypiałam,ale co chwila budząc się widziałam jak kierowca naszej taksówki spogląda niespokojnie w przednie lusterko,zagadywałam go ,żeby nie usnąć...dojchaliśmy na stację,autobus do Puerto La Cruz mieliśmy ok 13.00...będę miała chwilę na sen

Powtórka z rozrywki

Lotnisko w Caracas juz opisywałam i zdania na jego temat nie zmienię,skorumpowana,pijana policja,wszędzie na lotnisku pełno bandyctwa śpiącego po kątach...trauma po raz drugi.Podchodzą,zaczepiają,brak słów...wiem ,można powiedzieć ,że uprzedziłam się do Wenezueli,że niewiele o niej wiem i nie powinnam tak uogólniać ale nie dam rady ,nawet po tych kilku miesiącach perspektywy nic się u mnie nie zmieniło w kwestii oceny tego kraju ,Ekwador-si!Wenezuela-no!

Cytat z Remika-

       "Samolot wykombinowaliśmy.. tyle że zamiast do Caracas polecieliśmy do Bogoty w Kolumbii, tak to czystym przypadkiem dotarliśmy do zapowiadanego na wstępie celu naszej podróży :) Prznajmniej była choć okazja napić sie kolumbijskiego piwa.
W Bogocie mimo nie opuszczania strefy tranzytowej kontrole bezpieczeństwa były jak nigdzie dotąd, celnik tak mnie wymacał, że chciałem już zaproponować abyśmy na "ty" przeszli ;) Polecieliśmy w końcu do celu naszej podróży.
     Na miejscu oczywiście gigantyczny bajzel do przejścia przez immigration. Zaraz za immigration zaczyna się zabawa, do nas dopieprzył się jakiś gliniarz, czagoś chciał, walutę jakaś wyieniać, puścić nas nie chciał wskazująć na naszywki ze jest policjantem, udało się go wymanewrować jakoś, schroniliśmy sie na półpiętrze w nieczynnej knajpie, momentalnie zjawiło się czterech niewyjściowych gości koło nas, pozostawała ewakuacja na zewnątrz terminala ale tam jak piszą wszystkie przewodniki oraz ostrzegano nas już na miejscu wyjście nocą graniczy z samobójstwem, gdyż nawet wewnątrz terminala jest niebezpiecznie. Wróciliśmy do środka opędzając się od taksówkarzy, hehe 50 dolarów kurs. asz miły policjant oczywiście momentalnie się zjawił.. zaczynało robić się groźnie.. witamy w Caracas."

Pnamamericana-autobus widmo

...pora wracać,zdecydowaliśmy się kupic bilet na autobus bardzo tu zachwalanego przewoźnika autokarowego Panamerican,trasa do Wenezueli (Caracas)prowadzi przez wysokie góry i koldyriery Kolumbii,jednym słowem będzie wysoko.Odjazd mamy o 22.00 ,punkt 22 my jesteśmy na dworcu ale autobusu brak,no nic poczekamy...


Opisywać to co działo się przez całą noc,to jak próbowaliśmy się dowiedzieć co stało się z naszym transportem do Caracas i to jak rezolutni bywają ludzie zasiadający za szklanymi okienkami z okrągłymi otworkami byłoby nieporozumieniem .Autokar zniknął...nikt nie może dodzwonić się do kierowcy,a i on przez 12 godzin nie ma zamiaru dać znać np, czy leżą gdzieś w przepaści i może potrzebują pomocy czy po prostu zajechali na dłuższy nieplanowany odpoczynek ,nic...cicho wszędzie głucho wszędzie.Pieprzyć autobus ale jak my teraz zdążymy na samolot do Europy??

Teraz dopiero zaczęłam się naprawdę denerwować....Samolot!!!a skad go wytrzasnąc nie wiecie przypadkiem???

              Niestety to nie grypa żoładkowa a choroba wysokościowa...Bez żartów mnie! ,młodą:)wysportowaną:) kobietę w kwiecie wieku na 4000 m.n.p złapała jakaś choroba wysokościowa ,a co to wogóle jest?
Cytując za wikipedią:
"Choroba wysokościowa nie jest jedną konkretną dolegliwością a zespołem chorobowym spowodowanym brakiem adaptacji do warunków panujących na dużych wysokościach. Z reguły pojawia się na wysokościach powyżej 2500 m n.p.m., gdzie dostępność tlenu w powietrzu, ze względu na rozrzedzenie atmosfery, zaczyna być za mała na potrzeby organizmu człowieka.
        Charakteryzuje ją początkowy wzrost tętna i ciśnienia krwi, co jest reakcją samoobronną organizmu. Następnie przychodzi osłabienie serca i spadek ciśnienia krwi, co prowadzi do omdlenia.
Ponadto następuje utrata szeregu podstawowych funkcji organizmu, m.in. zanika zdolność do rozmnażania !!!!:-)(powyżej około 4500 m n.p.m.)...
       W przypadku braku interwencji lekarskiej, a zwłaszcza nie przetransportowania chorego w niżej położone rejony, może wystąpić jego zgon."
       W tym miejscu zakończę cytowanie :-)i powiem tylko tyle Apap to na to na pewno nie zadziałał...
alpiniska ależ skąd pracuję w hotelarstwie,po prosty kocham góry";-)

kocham to zdjęcie
Jedziemy na zakupy!!!
2.5 godziny jazdy autobusem i jestesmy w małym miasteczku,którego trzy czwarte powierzchni zajmuje najwiekszy w tej cześci kraju targ.Na sama myśl o takiej powierzchni do przeczesania w poszukiwaniu pąmiatek buzia mi sie sama uśmiecha.
Jedziemy.. a ja zaczynam sie jakoś nie wyraznie czuć całkiem jak z reklamy rutinoskorbinu:).
I tak niezbyt wyraznie pamietam ten dzień,gdyby nie Remik pewnie nie kupiłabym nic... jakis wirus trawi mój organizm bo głowa mi pęka ,czuję stan podgorączkowy i im wiecej chodzimy tym bardziej opadam z sił...grypa żołądkowa jak nic,bo i skąd te mdłości?.Wezmę antybiotyk w hotelu i bedzie dobrze a terazm MUSZĘ! cos kupić... kapelusz Panamski,trzy dziwnie wyglądające fajki,4 chusty ,z 6 szalików z alpaki,kolczyki i dwie ekwadorkie torby by to wszystko móc pochowac:)
...tak naprawdę nie chodziło o koszty takiej wyprawy na wulkana ale o czas..nie mielismy go na tyle by móc wspinać się spokojnie 3 dni bo trzeba było wracać na tą cholerną Margarite.
Snulismy się pół dnia po Banos,między kolorowymi straganami z pamiątkami i kombinowalismy co tu zrobić.Agencje propnują różne wycieczki na wulkan,możesz wejć do połowy i zjechać sobie rowerem ze zbocza góry,wjechać kładem,konika ci nawet wykombinują..byleby tylko cos zarobić.
To nie dla nas,wszystko albo nic..i tak późnym popołudniem przy piwie i seviche doszlismy do wniosku ,że musimy zrezygnować z wulkanu.Wykupilismy sobie popołudnową wycieczkę objazdową do wodospadów i o 16 wsiedlismy do ciężarówki z balkonem na dachu i pojechalismy ogladać ekwadorską dżunglę..
To był jeden z najprzyjemniejszych dni tej wyprawy.A jutro jedziemy na najwiekszy targ w tutejszej okolicy do Otavalo.
Banos.09.2008
Jak to Remik dobrze ujął, nie ma jak wakacje w kiblach:)
Z samego rana wskoczyliśmy w Guayaguil do autobusu ,który miał nas zawieść do pięknego ,małego miasteczka Banos...które leży u stóp gigantycznego aktywnego wulkanu Tugurahua. Mieliśmy plan ...wejść ,zobaczyć,znowu zajrzeć w duszę tego potwora,hmm ...Tugurahua swój stożek ma na wysokości 5020 n.p.m wiec co tu owijać w bawełnę -ciężko będzie ale po to przyjechaliśmy do Ekwadoru,prawda?:)
Znaleźliśmy Travel Agency ,które organizowało wejścia na szczyt wulkanu...przewodnik wytłumaczył nam jak cała wyprawa ma wyglądać,że wejście na szczyt trwa 3 dni bo tak naprawdę najważniejszy był czas na aklimatyzacje bo bez tego ani rusz,cały ekwipunek,wyżerka itp...a teraz koszt?!
Poszliśmy dalej w miasto...


I jak tu mam się przestawić na spanie po ludzku ,kiedy do pracy przez najbliższy tydzień będę chodziła na noc...:-)
Guayaquil -Ekwador

Czekałam na ten Ekwador jak na jakieś objawienie ,liczyłam na totalne odczarowanie naszej podróży,obrót o 180 stopni....i udało się.Mogłam spokoje odetchnąć i nie myśleć już o tym ,że na każdym rogu ulicy stoi jakiś byczek Fernando ,który che mi wyrwać ostatni grosz uciułany przez biedną:)recepcjonistkę z Krakowa.
Na lotnisku przy wjeździe pan w okienku przybił nam pieczątkę i zapytał
-First time in Ecuador?
- Si-odpowiedziałam elokwentnie:)
- Welcome !

I w tym momencie ścięło mnie z nóg...po Wenezueli gdzie ludzie klaskali w ręce ,kiedy kierowca autobusu wpraszał nas z pojazdu pod pretekstem zbyt dużej wielkości naszych plecaków...ten zwykły miły gest ze strony pana "urzędnika lotniskowego" wydał mi się najmilszą i najlepszą zapowiedzią tego co nas w tym kraju może spotkać.
Wychodzimy z lotniska...trzeba znaleźć taxi ,które nas zawiezie do hostelu,jest dobrze po 23 wiec nocna taryfa i spora odległości od lotniska -trzeba się targować!!!Podchodzimy do pierwszego lepszego taksówkarza...do hostelu zawiezie nas za 3 $.!!!W Wenezueli zapłacilibyśmy ze 40 boliwarów czyli 40 zł.

Jeszcze nigdy nie spałam na tak miękkim materacu jak tamtej noc...czysto,cicho ,spokojnie i breakfast included:)